Urzędnicy z miasta nad jeziorem złożyli ponad dwadzieścia wniosków o dofinansowanie działań związanych z ochroną ludności i obroną cywilną. Gmina podpisała już osiem umów na łączną kwotę blisko 780 tys. zł. Ścigamy się z czasem, bo pieniądze można wydać tylko do końca roku. Łatwo nie jest – gdy rośnie popyt na określony towar, rosną też ceny.
Wojewoda Wielkopolska Agata Sobczyk kilka dni temu przekazała informację, że podpisała tysięczną umowę w ramach programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej. W mediach społecznościowych podkreślała, że to przełomowy program w historii Polski, który pozwala budować system bezpieczeństwa. Samorządy jednak alarmują, że wcale nie jest tak kolorowo.
I
– Nad wnioskami pracowaliśmy od lipca do października. Część musieliśmy poprawiać, bo nie były zgodne z wytycznymi, które doprecyzowano w sierpniu – przyznaje burmistrz Zbąszynia Tomasz Kurasiński. Jak podkreśla, nie chodzi o przygotowanie do wojny, lecz do różnych sytuacji kryzysowych, które mogą nas spotkać. Urzędnicy przygotowują się m.in. na dłuższą przerwę w dostawie energii elektrycznej. W kwietniu blackout objął praktycznie cały Półwysep Iberyjski – prądu nie było przez kilkanaście godzin. – W trakcie takiej awarii nie działają nawet dystrybutory paliwa. Już kilka lat temu podpisaliśmy umowę z jedną ze stacji benzynowych. W sytuacji kryzysowej dostarczymy im agregat, tak aby można było zatankować wozy straży pożarnej – wyjaśnia włodarz. Z kolei w razie lokalnych podtopień gmina musi pomyśleć o dostawie żywności dla poszkodowanych. – Powódź w Polsce pokazała, że zamiast składować żywność w magazynach, a potem przeładowywać i rozwozić, lepiej od razu zebrać ją w kontenerach–chłodniach. Można je szybko transportować i taki sprzęt chcemy zakupić – tłumaczy burmistrz. W planach są także system nagłośnienia ostrzegającego ludność w mieście i na początek w kilku większych wsiach, krótkofalówki dla przedstawicieli służb, agregaty prądotwórcze oraz cysterna na wodę pitną o pojemności 5 tys. litrów.
II
Gmina Zbąszyń ogłosiła już kilka przetargów, które pokazują, że niełatwo będzie kupić wspomniany sprzęt. 22 października otwarto oferty na agregaty prądotwórcze. Łącznie według szacunków miały kosztować około 1 mln zł. Wpłynęły trzy oferty – najdroższa opiewała na ponad 5 mln 456 tys. zł, a najtańsza na ponad 1 mln 217 tys. zł. Samorządowcy porównują obecną sytuację do pandemii COVID-19, gdy po ogłoszeniu obostrzeń ceny maseczek wystrzeliły w górę. – Pomimo tych trudności robimy, co możemy, żeby zrealizować te zakupy i wykorzystać możliwe dofinansowanie – zaznacza burmistrz, podkreślając dobrą współpracę z pracownikami Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Wojewózkiego w Poznaniu.
III
Zdaniem ekspertów, sytuacja na rynku sprzętu ochrony ludności pokazuje typowy efekt „nadrabiania zaległości” – gdy po latach zaniedbań w całym kraju ruszają jednocześnie setki przetargów, popyt znacznie przewyższa podaż. Producenci i dystrybutorzy wykorzystują koniunkturę, a ceny sprzętu – od agregatów po systemy łączności – urosły od czerwca w przypadku niektórych towarów nawet o 30 procent. Jak podkreślają specjaliści cytowani przez „Rzeczpospolitą”, nie wiadomo, czy w ogóle uda się zrealizować wszystkie zamówienia, bo brakuje asortymentu, a program ochrony ludności to powinien być raczej „maraton niż bieg na sto metrów”.
